Czasami życie naprawdę nie daje nam powodów do narzekania. Jest praca. Są ludzie wokół. Czasem nawet relacja. A jednak w środku pojawia się ciche, trudne do uchwycenia uczucie, że czegoś brakuje. Jakby jakaś część nas była niedokończona. Jakbyśmy byli tylko połową.
To uczucie niekompletności potrafi być bardzo subtelne. Nie zawsze objawia się dramatem. Często to raczej lekki, ale stały niedosyt. Myśl, że gdyby pojawiła się ta jedna konkretna osoba, te dodatkowe pieniądze, ten sukces, wtedy w końcu poczuję się w porządku.
I właśnie tu zaczyna się iluzja. Bo sam fakt, że pojawia się w Tobie pytanie: „dlaczego czuję się niewystarczający?”, wskazuje, że w tle działa przekonanie: „taki, jaki jestem teraz, nie wystarcza”. To przekonanie nie jest faktem. Jest historią, którą kiedyś przyjąłeś jako prawdę.
Każdy z nas, jako dziecko, nauczył się pewnych zasad przetrwania. Uczyliśmy się, co trzeba robić, kim trzeba być, żeby otrzymać miłość, akceptację, bezpieczeństwo. Jeśli jakaś część nas nie pasowała do otoczenia, często ją „odkrawaliśmy”.
Tak jak ktoś, kto odcina końcówki warzyw, bo kiedyś nie mieściły się w garnku, tak my zaczęliśmy odcinać fragmenty siebie, bo nie mieściły się w normach, oczekiwaniach, żartach, komentarzach. Problem w tym, że garnek już dawno się zmienił. A my wciąż tniemy siebie według starych zasad.
To właśnie stąd bierze się wewnętrzna pustka. Nie dlatego, że naprawdę czegoś nam brakuje. Ale dlatego, że odłączyliśmy się od części siebie i próbujemy ten brak uzupełnić czymś zewnętrznym. Relacją. Uznaniem. Pieniędzmi. Sukcesem.